Fotografowanie

Należę do pokolenia, które pamięta jeszcze inne aparaty fotograficzne niż cyfrowe. Pamiętam jaki byłem szczęśliwy, gdy po zdanym egzaminie do liceum tata kupił mi aparat „Czajka II”, który miał tę zaletę/wadę (w zależności od punktu widzenia), że posiadał wbudowaną specjalną przegródkę, która dzieliła kadr na połowę, dzięki czemu mogłem na standardowej 36-klatkowej kliszy wykonać dwa razy więcej zdjęć. Musiałem jednak pamiętać o tym, że jeżeli chciałem zrobić zdjęcie w poziomie, to powinien ustawić aparat w pionie i vice versa. A poza tym mniejsza klatka skutkowała większym „ziarnem” przy wywoływaniu dużych odbitek.

Wtedy właśnie połknąłem „bakcyla” fotografowania. To była niezła szkoła. Żeby zrobić udane zdjęcie trzeba było dobrze dobrać przysłonę, czas migawki i czułość filmu w zależności od odległości od fotografowanego obiektu, jego mobilności i warunków atmosferycznych. Były nawet specjalne tabele, które pomagały dobrać te parametry. Dziś to żadna filozofia pstryknąć zdjęcie – wybiera się odpowiedni program i aparat sam załatwia resztę. Potrafi nawet „wykryć” uśmiech fotografowanej osoby. 🙂

W starych aparatach łatwo było o błąd paralaksy, ponieważ miniaturowy wizjerek nie był tuż nad obiektywem, lecz zwykle przesunięty w prawo lub w lewo. W nowoczesnych aparatach dzięki dużym wyświetlaczom LCD fotografuje się praktycznie to, co się w nich widzi.

Do dziś mam kilka albumów z czarno-białymi zdjęciami. To wspaniała pamiątka. Niemal z każdym zdjęciem związane są jakieś wspomnienia. Zdjęcia cyfrowe nie mają już w sobie tego uroku. Wszystko jest takie… „sterylne” i niemal matematycznie dokładne.

Poniżej zamieszczam kilka fotek mojego autorstwa. Lubię fotografować przyrodę. Nie trzeba specjalnie się trudzić, żeby zdjęcie było udane – przyroda sama w sobie jest piękna, o ile człowiek za bardzo w nią nie ingeruje.

   

Zapisz