Płytę „Lament” darzę dużym sentymentem, podobnie jak większość płyt grupy Ultravox, która dla mnie jest w pierwszej piątce ulubionych wykonawców z gatunku new romantic i synth pop. Tak się składa, że pierwsze 3 utwory z tego albumu cenię najbardziej, a ponadto świetnie nadają się one do jazdy samochodem, co niejednokrotnie przetestowałem. 🙂

„White Chine” ujął mnie bardzo melodyjnym refrenem oraz ciekawym tekstem, który stawia słuchaczowi pytanie czy gdy napotka liczne przeciwności losu, to biernie się im podda czy też stawi im dzielnie czoła.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

Jako drugi na płycie umieszczono „One Small Day”, którego, podobnie jak jego poprzednika, nie sposób nie pokochać za przepiękny refren oraz motywujący tekst, którego głównym przesłaniem jest przekonanie, że, ujmując to metaforycznie, „po burzy zawsze zaświeci słońce”,  a człowiek jest w stanie pokonać wiele przeszkód i rozwiązać wiele problemów, aby pewnego dnia mieć życie jakie sobie wymarzył.

Pod względem muzycznym piosenka jest trochę nietypowa jak na styl, który wypracowała sobie grupa, ponieważ dominuje w niej gra gitary, a nie instrumentów klawiszowych oraz elektronicznie przetworzonych skrzypców.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

Pierwszą trójkę zamyka jeden z najbardziej znanych utworów Ultravox, czyli „Dancing With Tears In My Eyes”, który często można usłyszeć w rozgłośniach radiowych. Tym razem tekst utworu jest zdecydowanie pesymistyczny i podobnie jak teledysk opowiada o mężczyźnie, który ze łzami w oczach spędza ostatnie chwile życia razem z ukochaną zanim dojdzie do eksplozji wywołanej awarią reaktora w pobliskiej elektrowni jądrowej.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze