Pierwsza płyta legendarnej grupy The Doors to kolejny bardzo udany debiut w historii muzyki rockowej i dlatego znowu mam problem z wytypowaniem trójki ulubionych utworów. Jednak po namyśle na pierwszy ogień wytypowałem otwierający album „Break On Through (To The Other Side)”. Piosenka wywołała swego czasu sporo kontrowersji. Jej tytuł Przejście (przebicie się) na drugą stronę odnosi się do przekraczania granic percepcji w stanie po zażyciu narkotyków popularnych wśród muzyków w tamtych czasach, a tekst opisuje egzystencjalny strach człowieka przed przemijaniem, niszczycielską działalnością czasu i cierpieniem z nią związanym.

Utwór jest kwintesencją stylu The Doors – pełnego energii, zmian tempa, w którym na pierwszy plan wysuwa się melodia grana na instrumentach klawiszowych przez Raya Manzarka (nota bene – grupa nie miała basisty, więc Ray lewą ręką grał motyw basu) oraz ekspresyjny śpiew Jima Morrisona. W grze na perkusji słychać tutaj inspirację brazylijską bossa novą, co dodaje piosence nieco egzotycznego smaczku.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

Jako drugi ulubiony utwór wybrałem „Light My Fire”, który swoim stylem nawiązuje do psychodelicznego rocka ze wspaniałymi, długimi solowymi partiami muzyków – improwizację zaczyna Ray Manzarek, który daje fantastyczny popis swojego muzycznego kunsztu, a pałeczkę po nim przejmuje gitarzysta Robby Krieger.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

Na singlu piosenka została skrócona z siedmiu do trzech minut, co niestety odebrało jej cały urok, ponieważ oczywiście pominięto lwią cześć wspomnianej wyżej improwizacji. Na szczęście niektóre amerykańskie rozgłośnie radiowe grały ją w pełnej wersji.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

I na koniec, nomen omen, utwór „The End”. Pisząc jego tekst Jim Morrison podobno inspirował się doświadczeniami z własnej przeszłości (konflikt z rodzicami) oraz książką swojego ulubionego filozofa, czyli Fryderyka Nietzschego pod tytułem „Narodziny Edypa”, w której autor opisywał kompleks Edypa, zabójcy ojca i męża matki. Utwór rozwija się powoli aż do kulminacyjnego momentu, gdy jego bohater rozpoczyna wędrówkę po domu odwiedzając kolejno pokój siostry, brata, ojca, którego zamierza zabić i na końcu pokój matki, którą chce… jak to przystało na Edypa.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze