Porcupine Tree zajmuje zaszczytne drugie miejsce na liście moich ulubionych grup muzycznych ustępując na podium jedynie Depeche Mode. Jest to najbardziej znany projekt Stevena Wilsona – brytyjskiego muzyka, kompozytora, multiinstrumentalisty, wokalisty i producenta muzycznego. Przez wielu uznawany jest za muzycznego geniusza naszych czasów, a jego fani, do których i ja się zaliczam, uważają go wręcz za boga muzyki. W serwisie muzycznym last.fm powstała nawet grupa jego wielbicieli pod nazwą „Steven Wilson is the god of music and we all should worship him” (Steven Wilson jest bogiem muzyki i powinniśmy go wielbić).

Porcupine Tree odkryłem właśnie dzięki płycie „Stupid Dream”, dlatego mam do niej wielki sentyment. Na tej płycie można wyraźnie zauważyć ewolucję stylu muzycznego wypracowanego przez grupę – odejście od instrumentalnego i psychodelicznego rocka na rzecz rocka progresywnego, a nawet pop rocka.

W 2006 rok wydano ponownie ten album, tym razem w zremasterowanej wersji i zmienionej szacie graficznej. Poniżej alternatywna okładka wspomnianej wersji.

Stupid Dream (Remastered)

Tytuł albumu, czyli po polsku „Głupie Marzenie” odzwierciedla pogląd Stevena Wilsona na istotę przemysłu muzycznego, który kreuje u muzyków marzenia o sławie i gwiazdorskim stylu życia, a tak naprawdę robienie kariery oznacza w istocie ciężką pracę i walkę utrzymanie się w czołówce list sprzedaży płyt.

Na omawianej płycie jest wiele interesujących, różnorodnych utworów, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie. Do moich ulubionych należy otwierający krążek „Even Less”. Jego pierwotna wersja trwała 17 minut, ale Wilson zdecydował wykorzystać tylko pierwsze 7 minut z tej kompozycji. Pozostała część oraz pełna wersja zostały wydane później jako utwory uzupełniające na singlu oraz płycie składankowej „Recordings”.

Wrażenie robią ostre, metalowe riffy w drugiej, instrumentalnej części utworu oraz połączenie niemal epickiego rozmachu ze spokojną melodią w zwrotkach.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

Następne dwa z moich ulubionych utworów według Wilsona opowiadają o nieodwzajemnionej miłości. „A Slave Called Shiver” to perwersyjna piosenka miłosna o kimś, kto ma obsesję na punkcie pewnej osoby, ale bez wzajemności, co wzbudza w nim chore pomysły, natomiast „Don’t Hate Me” opisuje emocje typowego stalkera (prześladowcy), które wielbi inną osobę na odległość i to w dosyć ekstremalny sposób, czyli śledząc ją i nękając telefonicznymi połączeniami zamiast podejść i nawiązać bliższą znajomość.

„A Slave Called Shiver” intryguje potężną, wysuniętą na pierwszy plan linią basu oraz urozmaiconą grą perkusji. W tym utworze muzycy dali ostrego czadu. Dla mniej jest to najbardziej zakręcona piosenka na płycie.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze

„Don’t Hate Me” wzrusza subtelną melodią i niesamowitym psychodelicznym klimatem. Środkowa, instrumentalna część utworu zawiera solo na flecie i saksofonie, czyli instrumentach dosyć nietypowych dla rocka.

Zawartość niedostępna.
Wyraż zgodę na korzystanie z cookies klikająć Zgoda na banerze